wtorek, 9 listopada 2021

Zlot ważek

Złapane w locie ważki,  eteryczne stworzenia uwięzione w naszyjnikach. Poszukiwałam czegoś niewielkiego, ozdobnie kolorowego dla przyciągnięcia uwagi. 



W centrum pracy czeskie szkło zaszyte najdrobniejszymi koralikami, w otoczeniu taśmy cyrkoniowej. Delikatne ściegi herringbone służą za łańcuszek. Zapięcie ze stali chirurgicznej.





sobota, 21 listopada 2020

Piórka wielobarwne

W celu dotrzymania tradycji należałoby choć raz na rok opublikować posta :) Idzie mi z tym jak widać niesporo. Systematyczność publikacji na blogu jest zastraszająca :)

Ostatnio powstały ultralekkie bransoletki z sutaszu. Centrum pracy to rivoli Swarovski. Za sprawą nowych okularów pracowało się nad nimi niezwykle przyjemnie. Aksamitne sznurki od dawna prosiły się o nadanie kształtu. Jak wyszło? Efemeryczne piórka miękko otulają nadgarstki.






sobota, 6 kwietnia 2019

Desire

Cieszę się z tej pory roku, czasu lekkiej odzieży, rozpuszczonych włosów, kolorów
i dodatków takich jak dusza zapragnie. Zaklęta zima, ciężkie kurtki i wiecznie zachmurzone niebo poczekają sobie w kącie do następnego roku.

Przewietrzam szafę i warsztat pracy, porządki, ciągle porządki. Sama nie wiedziałam ile tego mam...
Ostatnim moim ulubionym tworzywem są łaskoczące chwosty, które idealnie wpisują mi się
w projekt z błyszczącym kryształem rivoli Swarovski.

Tak powstała Desire, kolekcja kolczyków, które każda Panna Migotka powinna mieć
w swojej szkatułce. Kolczyki są tak skonstruowane, że kołyszą się przy każdym ruchu, plastycznie podążając za dynamiką właścicielki :)








Kolejne kolory czekają w kolejce na wyciągnięcie aparatu. Materiał niezwykle wdzięczny i sądzę, że na tych nie poprzestanę :)

sobota, 23 marca 2019

Tancerki witają słońce

Ulubiona ozdoba na wiosnę i lato, do rozpuszczonych włosów i lekkich bluzeczek.  Kolczyki indiańskie wyplecione w różnorakie wzory od podstaw z malutkich koralików Toho z frędzlami kołyszącymi się przy każdym ruchu głową. Tancerki.

Powstało wiele opcji kolorystycznych i wielkości. Sama lubię te z długimi frędzlami, jedenasto i więcej centymetrowymi łaskotkami.

 Navayo
Dragonfruit
Saffron
Madder rose
Sunny orange
Mini


piątek, 25 stycznia 2019

Tytania


Rok przerwy w pisaniu to stanowczo za długo. Pracowałam jednak wytrwale, koraliki ciągle mnie wołały.
Na pierwszy rzut uzupełnienie historii, moja ostatnia duma, która zmęczyła moje palce i oczy, ale zmęczyła je bardzo pozytywnie :) Z usatysfakcjonowaniem odłożyłam do pudełek haftowaną kolekcję z druzami tytanu i lapis lazuli.
Tytania - bransoleta z  umocowanym wewnątrz metalowym wkładem,  dzięki czemu  można ją dopasować prawie do każdego nadgarstka. Nie ma więc niebezpieczeństwa, że bransoleta będzie za mała lub za duża.






Tytania - wisior z cieniowanym chwostem. Powstały już trzy takie egzemplarze. Jeden z nich ozdabia strasznie sympatyczną i bardzo zdolną Martę.
Długość wisiora znaczna, pępkowa, tak, by haft się pięknie prezentował a chwost spełniał funkcje wielorakie. Na ten przykład był zajęciem dla nerwowych rąk.





Koniec końców musiał powstać też jakiś pierścionek. Mój ulubiony dostawca komponentów - Royal stone sprowadził świetne bazy ze stali chirurgicznej. Wypróbowałam je już wielokrotnie i stawiam im  głęboko przekonana piątkę z wielkim plusem.



Uprzedzam, że z Tytanią nie kończę, druzy czekają cierpliwie w kolejce :)


środa, 29 listopada 2017

Wyjątkowy prezent urodzinowy

Prezenty podarowane z serca niosą ze sobą wiele emocji pozostając w naszych wspomnieniach. 
Mam w domu sporą kolekcję rzeczy mi miłych, pamiętając o ludziach, którzy mnie obdarowali.
Łypie słonik wygrawerowany laserem w kryształowej kostce, Tilda uszyta na pierwsze własne mieszkanie. Pierwsze kocham cię wpisane w kształt serca, wycięte z papieru mało wprawną i trzyletnią rączką świeci z lodówki. Pamięć naręcza kwiatów polnych zebranych o północy przez jedynego.
Prezent  urodzinowy na czwartą dekadę otrzymałam niespodziewanie. Ale od początku...





Aleksandra Tyl to autorka powieści obyczajowych i człowiek niezwykły. Jest pogodną i ciepłą osobą o romantycznej  naturze. Docenia piękno małych rzeczy patrząc na nie z właściwej strony.

Kiedyś zdarzyło mi się sprezentować Pani Oli kryształową mandalę. Lubię czytać jej powieści, odpoczywam przy nich i się relaksuję, a na każdą kolejną czekam z wielkim utęsknieniem.
Po "Magicznym lecie" i "Karmelowej jesieni" wydanymi rok i dwa lata temu  przyszła pora na "Anielską zimę", w świątecznym klimacie, idealną w tym okresie.


Tak, tak już zdążam do sedna i niezwykłego prezentu jakim zostałam obdarowana.

Czytałam "Anielską zimę" od momentu wzięcia jej w ręce, z księgarni doszłam nieobecna do domu, na kanapie z wielkim kubkiem kawy straciłam już kompletnie poczucie czasu i ostatecznie pochłonęłam książkę do ostatniej litery. A na końcu niespodzianka, w którą nie mogłam uwierzyć.

 Za pozwoleniem cytuję fragment:

Marianna przymierzyła srebrzysty wisior, bransoletkę i kolczyki mieniące się na niebiesko. Nie mogła się powstrzymać, żeby nie przyłożyć do siebie także broszki, a potem kolejnego wisiorka. Trudno było jej się zdecydować. Wreszcie po długim namyśle wybrała opalizujący wisior i trzy pary kolczyków.
– Świetnie! – Olga niemal podskoczyła. Spojrzała na Alicję wymownie. Wygrała zakład. Odwróciła wzrok, żeby nie ujrzeć, jak szefowa usiłuje oczami powiedzieć „To się nie liczy”.
– Zapakuję. – Wzięła od Marianny błyskotki i poszła do lady. – A pani niech sobie jeszcze poogląda – dodała wesoło.
Marianna nie potrzebowała większej zachęty. Uniosła jeden z pierścieni, by obejrzeć go pod światło.
– Cudo! – ekscytowała się. – Cudo, po prostu. Jak to jest wykonane? – Przybliżyła do oczu błyskotkę.
– Ręczna robota – powiedziała Alicja. Cieszyła się, że przyjaciółce także się podoba. Sama wybierała artystkę, z którą podjęła współpracę.– Nie byle kto. Izabella Żurawska. Wicemistrzyni Polski w tej dziedzinie. Na razie mam tylko jej biżuterię, na próbę. Może w przyszłości rozszerzę
ofertę o innych…
– Świetnie, to może być dobry trop. Powoli, małymi kroczkami, kobiety zaczną przychodzić, zobaczysz.
– Żartujesz? To schodzi jak woda – jęknęła Alicja. – Sprzedałyśmy przez tydzień chyba z osiem bransoletek  i dwa wisiorki.

Dodatkowo na spotkaniu z Autorką na Targach Książki w Krakowie otrzymałam cudowny autograf.

Z całego serca dziękuję Pani Oli za piękny prezent, za pamięć o mnie i moich urodzinach, a wszystkim polecam zapoznanie się z jej twórczością <3

wtorek, 29 listopada 2016

Zimne ognie

Żar ulubionego kamienia - labradorytu, magia światła i warstwy minerałów ukrytych pod powierzchnią. Niekiedy pałające gorącym złotem, a czasem mroźnym błękitem zimowego poranka.
Prezentowane prace zbierane były z ostatniej połowy roku, ze względu na życiowe zawirowania czekały długo na sfotografowanie :)
Medytacyjnie powracam do tematów wcześniejszych, utrwalając małą formę.